czarnków.INFO
czarnków.INFO Czarnkow.INFO   |   Czarnkowskie Strony WWW   |   Czarnkow.pl
czarnków.INFO
64-700 Czarnków, ul. Kościuszki 60, tel. (067) 255-26-51, fax. (067) 255-25-28
 
Imprezy 2001
Oferta KULTURALNA
Kino ŚWIATOWID
Nadnoteckie ECHA
Dyskusyjny Klub Filmowy
Wystawy
Biblioteka
Muzeum
Grupy przy MCK
Sekcja rowerowa
Atrakcje
Nasz E-Mail

Archiwum
 
Sekcja Rowerowa

MAZURY 2007



Kiedy grupa kolarzy zbierała się przed Czarnkowskim Domem Kultury i dokonywała ostatniego przeglądu swoich rowerów zastanawiając się co warto jeszcze zabrać a z czego zrezygnować, zyskując kilka kilogramów na obciążeniu, miasto spało jeszcze miękkim snem. Członkowie Rowerowej Sekcji Turystycznej czekali na ten dzień z utęsknieniem. "W tym roku na Mazury!" wykrzykiwał ktoś do przechodnia pytającego o cel podróży. I rzeczywiście wakacyjne wyjazdy rowerowe są już naszą tradycją. Wszystko zaczęło się od Mazur sześć lat temu, później Pomorze Zachodnie, wybrzeże Bałtyku, Bory Tucholskie, Karkonosze, wschód Polski, Bieszczady. W tym roku zdecydowaliśmy się na podróż sentymentalną na Mazury.

Pierwszy etap podróży zakładał dotarcie do Gniezna, stamtąd dalszą podróż pociągiem do Giżycka. Wyruszyliśmy wczesnym rankiem, próbując uchronić się przed południowymi upałami. Jednak nie było to proste. Droga w większości przebiegała przez otwarte pola, znalezienie choć kawałka cienia graniczyło z cudem. Z nieba dosłownie lał się żar, a od wysokiej temperatury topił się asfalt. Ratunek przynosiły nam sklepy z klimatyzacją i schłodzona cola z lodówki, o którą toczyliśmy zacięte boje, gdyż zazwyczaj nie wystarczało jej dla wszystkich. Tym większe było nasze szczęście, kiedy po przejechaniu 120 kilometrów minęliśmy tablice Gniezno. Schronienie zapewnił nam zaprzyjaźniony ksiądz Krzysztof w budynku seminarium duchownego. Wieczorne przechadzki uliczkami pierwszej stolicy Polski, wiele pięknych zabytków tego miasta, zrekompensowało zmęczenie i umiliło czas.
Następnego dnia jechaliśmy już pociągiem do Giżycka. Rowery lśniły w promieniach słońca wpadających przez okno jadącego pociągu, a specjalnie na te okazje wyprodukowane flagi z herbem miasta, z każdym kolejnym kilometrem przypominały o oddalającym się domu, choć z drugiej strony stukot kół pociągu był zwiastunem zbliżającej się przygody. Żmudna podróż zajęła prawie sześć godzin, w trakcie których większość z kojarzy zalegała na rozłożonych na podłodze śpiworach i kocach nadrabiając zaległości prasowe, inni spali, jeszcze inni (jak autor tekstu) podjadali.
Kiedy dojechaliśmy do Giżycka słońce unosiło się miękko nad jeziorem Niegocin. To miasto stanowi niemal centrum krainy 1000 jezior. Po szlakach wodnych, kanałach i jeziorach poruszały się niezliczone łódki, motorówki, żaglówki. Prawie wszędzie słychać było szanty śpiewane przez licznych turystów. Jednak dla członków Rowerowej Sekcji Turystycznej nie była to ostatnia atrakcja tego i kilku kolejnych dni. Spaliśmy bowiem w Twierdzy Boyen, gdzie obecnie w jednym z budynków koszarowych znajduje się schronisko młodzieżowe. Twierdza wzniesiona w latach 1844-1856 jest doskonale zachowanym przykładem pruskiej szkoły fortyfikacyjnej. W twierdzy spędziliśmy trzy dni i dwie noce. Długie, słabo oświetlone w korytarze, skrzypiąca podłoga, charakterystyczny układ pomieszczeń działał na wyobraźnię i nocną podróż do toalety zamieniał w nie lada wyzwanie. W trakcie kolejnych dni zwiedzaliśmy Mamerki, gdzie mieściła się Kwatera Główna Niemieckich Wojsk Lądowych (OKH), na którą składa się ponad 30 niezniszczonych schronów. Żelbetonowe konstrukcje wkomponowane w kanwę zielonych drzew, idealnie wszystko maskujących, sprawiły, że po raz kolejny, lecz nie ostatni przenieśliśmy się w czasie. Mijały kolejne dni, prognozy pogody oraz telefony najbliższych świadczyły, że drastycznie zmienia się pogoda. W całej Polsce padało, nad Śląskiem grasowała trąba powietrzna. a nad "naszym niebem" świeciło słońce, które towarzyszyło nam praktycznie od początku wyjazdu. Słońce było z nami, wówczas gdy malowniczymi trasami objeżdżaliśmy jezioro Niegocin. Było następnego dnia, gdy trafiliśmy do Kętrzyna i zwiedzaliśmy zamek i budynek "loży masońskiej". Było też rankiem, kiedy udawaliśmy się do sanktuarium maryjnego w Świętej Lipce. Niestety tego samego dnia popołudniem, w trakcie gdy opuszczaliśmy dziedziniec zamku w Reszelu, niebo pokryło się grubą warstwą chmur i rozpoczęła się nasza trwająca ponad trzydzieści kilometrów walka. Zmagaliśmy się przede wszystkim z bardzo silnym wiatrem. Deszcz padał już na pobliskich polach i dosłownie deptał nam po "kolarskich piętach". Kiedy wjeżdżaliśmy do Mrągowa niebo nad pobliskim Jeziorem Czos rozcinały błyskawice. Gdy weszliśmy do schroniska lunął deszcz i spłynął ciepłym asfaltem miasta przygotowującego się do festiwalu country. Następnego ranka słońce znów odbijało się w szybach witryn sklepowych, a my jechaliśmy dalej, mijając przepiękną rzekę Krutynię, nad brzegiem której zrobiliśmy sobie przerwę obiadową. Miejscowość Rociane Nida większość z nas będzie pamiętać ze względu na Gminne Centrum Informacji, w którym rajdowicze do woli korzystali z darmowego Internetu, inni pamiętać będą świetnie wyposażoną kuchnię i spaghetti przyrządzone przez jednego z klubowiczów. Każdego dnia oddalaliśmy się coraz dalej od turystycznego zgiełku dużych mazurskich miast, by zachwycić się Okartowem wioską położona na północno - wschodnim brzegu Jeziora Śniardwy. Tam spędziliśmy noc w drewnianych domkach, przy wtórze żab, cykad świerszczy i chrapaniu niektórych klubowiczów. Z Okartowa kierowaliśmy się wzdłuż brzegu Jeziora Śniardwy, by dokończyć pętlę wokół największego jeziora w Polsce i wrócić do miejscowość Rociane Nida.
Nasz pobyt na mazurach dobiegał końca. Wróciliśmy do Kętrzyna. Stąd czekała nas już tylko powrotna podróż pociągiem do Gniezna. Podłoga wagonu rowerowego znów zaścielona była śpiworami i kocami, na których kolarze ucinali sobie popołudniową drzemkę. Ostatnią noc spędziliśmy już w dobrze znanym seminarium duchownym. Następnego dnia nie pozostało nam nic innego jak skierować się w stronę domu. Nic nie wskazywało na to, że lekki północno - zachodni wiatr będzie zwiastunem silnego deszczu, który dwukrotnie przemoczył nas do suchej nitki. Szczęśliwie wszystkie drogi prowadzą do Czarnkowa - przez Połajewo - gdzie już tradycyjnie zatrzymaliśmy się u Waldka na kawie i lodach. Potem już tylko honorowa runda wokół Czarnkowa i... w ten oto sposób wakacyjny wyjazd na mazury stał się częścią historii.
Robert Mania

Z aparatu Waldka


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Z aparatu Roberta








O serwisie  |  Dodaj do ulubionych  |  Ustaw jako stronę startową  |  NetBase Czarnkôw
Wydawca i redakcja: Miejskie Centrum Kultury w Czarnkowie, ul. Kościuszki 60, 64-700 Czarnków, tel. 67 255 2651, fax. 67 255 2528, mck@hot.pl
Redaktor naczelny: Jan Pertek, bieżąca aktualizacja treści: Marcin Małecki, Czarnków 2005-2017