Miejskie Centrum Kultury w Czarnkowie

O puchar Nadnoteckich Ech 2025

Ocena 0/5

Biały napis Nadnoteckie Echa na granatowym tle

Na jeziorze Dużym w Lubaszu odbyły się Otwarte Zawody Spinningowe o Puchar Redakcji Tygodnika Powiatowego "Nadnoteckie Echa" organizowane przez KW PZW STEICO. Przed dwudziestu laty redaktor naczelny tygodnika po raz pierwszy wręczył nagrody w zawodach, które do dziś cieszą się ogromną popularnością wędkarzy, ich rodzin oraz sympatyków. Tym razem nie było inaczej.

Na starcie jubileuszowego wędkowania stanęło 20 zawodników. Łowiono wyłącznie na spinning. Wszystkie ryby po zmierzeniu i zważeniu trafiły z powrotem do akwenu. Najlepszymi wynikami mogli pochwalić się następujący zawodnicy - seniorzy: 1 miejsce Mateusz Mula, 2 miejsce Piotr Izydor, 3 miejsce Rafał Monikowski; młodzież: 1 miejsce Konrad Kulwas, 2 miejsce Jakub Mula, 3 miejsce Tymoteusz Brączkowski. Nagrody, dyplomy i puchary wręczył obecny dyrektor Miejskiego Centrum Kultury Paweł Zajda. Ze względu na okazję na interesującą rozmowę zgodził się wieloletni prezes i organizator wielu zawodów wędkarskich Kazimierz Mleczko.

Zanim został pan prezesem Koła, zapewne był pan już doświadczonym wędkarzem. Jak to się zaczęło?

- Mieszkaliśmy wtedy z rodziną w Dębem, gdzie mieliśmy gospodarstwo rolne. Po lewej stronie drogi do wioski jest mały stawek. I tam właśnie odbywały się moje pierwsze połowy. Miałem wtedy jakieś siedem czy osiem lat. Moi starsi bracia Ireneusz i Stanisław byli doświadczonymi wędkarzami i to praktycznie oni zarazili mnie tą pasją i nauczyli jak to robić. Jak pamiętam na dalsze wyprawy wędkarskie jeździliśmy na koniach, które były w gospodarstwie. Wędkowało się wtedy inaczej. Sprzęt był często własnej roboty, ale przygody i emocje bywały olbrzymie. Wędkowało wtedy bardzo dużo ludzi, także młodzieży. W wolnym czasie każdy brał wędkę i pędził nad wodę. Dziś młodzi wolą telefon i komputer. W mojej rodzinie wędkuje syn, a także od czasu do czasu wnuk. Tradycje rodzinne odgrywają w tym hobby kluczowe znaczenie. Wiedzę i pasję przekazuje się często z ojca na syna. W naszym kole, aby zachęcić młodych, przyjęliśmy zasadę że młodzi są zwolnieni z wpisowego, a jest to kwota niemała. Należy tylko wcześniej zdać niezbędny egzamin.

A jak wędkowanie wyglądało w tym czasie organizacyjnie?

- W latach siedemdziesiątych zapisałem się do Koła Miejskiego w Czarnkowie. Najpierw byłem kolejno kadetem, juniorem i na koniec seniorem. Wędkarzy w tych czasach przybywało i automatycznie następowało powstawanie nowych kół. Jedno, Miejskie, już nie wystarczało. Wędkarze organizowali się przy Meblomorze, Zakładzie Płyt Pilśniowych, a także w Lubaszu i Brzeźnie. W tych latach ruch wędkarski rozwijał się bardzo dynamicznie.

Kiedy został pan prezesem?

- To był 1993 rok. Nasze Koło istniało już kilkanaście lat. Kiedy ówczesny prezes zrezygnował ja zostałem wybrany na jego miejsce. Byłem dobrze przygotowany do tej funkcji, bo przez wiele lat pełniłem stanowisko zastępcy. Działalność społeczną miałem we krwi. Pełniłem różne funkcje w LZS, ZMW, czy obowiązkowym wtedy ZMS. Pracowałem też w "Płytach", co ułatwiało kontakty. Z zawodu jestem elektrykiem. Zaliczyłem w Czarnkowie zawodówkę, a potem Technikum Elektryczne, które wtedy tutaj powstało. Moje życie zawodowe związane było zawsze z ZPP. Byłem tam uczniem, lakiernikiem i na koniec elektrykiem na elektrociepłowni. Ponieważ Koło Wędkarskie było przy zakładzie, to jako pracownik miałem pole do popisu. Wtedy właśnie powstał pomysł zorganizowania zawodów w Puchar Dyrektora ZPP. Dopiąłem temat, napisałem wnioski do dyrektora i związków zawodowych. Te zawody trwają do dziś przez ponad trzydzieści lat. Właściciele "Płyt" się zmieniali, a Puchar jest aktualny. Bardzo mocno wspiera nas teraz firma "Steico".

Jak doszło do organizacji Pucharu Nadnoteckich Ech?

- To już nie moja zasługa. Zorganizował to klub spinningowy SeaKing i jego twórca, a dziś nasz skarbnik Tadeusz Osowski. Przed dwudziestu laty doszło do porozumienia z ówczesnym dyrektorem MCK i redaktorem naczelnym Ech Janem Pertkiem, który nas poparł i zasponsorował nagrody. Tradycja trwa długie lata i jesteśmy bardzo zadowoleni z możliwości udziału w tych zawodach. Przy okazji dodam, że koronnymi zawodami naszego koła jest Puchar Prezesa Steico, który składa się z sześciu etapów na różnych akwenach, trzy razy jeziora i trzy razy rzeka. Podsumowanie jest na koniec sezonu. Zawodów mamy dużo w każdym roku, ale bardzo cenimy sobie puchar Waszego tygodnika.

Jaki jest stan okolicznych wód?

- Nie jest źle. Zarząd Okręgu ma operaty, zakupuje narybek i przygotowuje rozdział na poszczególne akweny. Komisyjne wpuszcza się ryby do wody i monitoruje stan jezior. Wędkarze bardzo pomagają w tych akcjach i pozytywne efekty są widoczne. Nie wszystkie złowione ryby można zabierać do domu. Obowiązują normy, np. wymiar dla szczupaka i sandacza to aż 50 cm. Obowiązujące są też oczywiście okresy ochronne dla ryb. W tym aspekcie ważna jest też etyka wędkarzy i przestrzeganie zasad. Pracujemy nad tym też w kołach wędkarskich.

Największy sukces wędkarski?

- To był boleń na Warcie. Ważył 3,5 kilo i miał 70 centymetrów długości. To były zawody spinningowe. Boleń jest drapieżnikiem. Złowiłem go na cienkiej żyłce. Po zaciągnięciu pomyślałem, że to duża gałąź, po chwili okazało się jednak, że jednak duża ryba. Miałem kłopot, bo nie rozłożyłem wcześniej podbieraka. Emocje były wielkie, bo bez podbieraka na cienkiej żyłce można stracić rybę. Udało się jednak. Tego bolenia złowiłem na parę minut przed końcem zawodów. Kiedy dochodziłem z trofeum na plecach do punktu kontrolnego, inni już świętowali zwycięstwo. Zrzedły im miny kiedy pokazałem moją największą w życiu rybę.
Piotr Keil

Galeria zdjęć

op0510202501 op0510202502 op0510202503 op0510202504
powrót do kategorii
Poprzedni Następny
Spodobała Ci się informacja? Zostaw nam swoją opinię
- to dla Ciebie staramy się być najlepsi, a Twoje zdanie bardzo nam w tym pomoże!
Twoja ocena
Ocena (0/5)

Pozostałe
aktualności