XXIV Rodzinne Rajdy Rowerowe "Soboty na dwóch kółkach" - etap VII 2026

Złota polska jesień pokazała swoje najlepsze oblicze. W ostatnią sobotę września pogoda była wręcz wymarzona, aby aktywnie spędzić czas na świeżym powietrzu. Nieustannie świeciło słońce, delikatnie wiał wiatr, dwudziestostopniowa temperatura niosła komfort termiczny, a w ciemnozielonym krajobrazie często można było dostrzec żółte, czerwone lub brązowe miejsca. Ale to wcale nie flora, tylko egzotyczna fauna znalazła się w centrum zainteresowania uczestników VII etapu Rodzinnych Rajdów Rowerowych "Soboty na dwóch kółkach".
Powakacyjne wyjazdy są zwykle dłuższe i ten atrybut członkowie Rowerowej Sekcji Turystycznej w Czarnkowie biorą pod uwagę podczas planowania przebiegu tras. Pierwszy niezmiennie połączony jest ze spływem kajakowym, natomiast kolejne prowadzą do ciekawych miejsc lub ludzi poza najbliższą okolicą. W pierwszą sobotę września kajakarze spłynęli Wełną z Rudy do Jaracza, a rowerzyści zameldowali się w Młynkowie, natomiast w ostatnią dwadzieścia dziewięć osób na jednośladach wyruszyło na szlak, by potwierdzić, że hasło wycieczki "Egzotyka wokół nas" jest prawdziwe. Grupa spod Czarnkowskiego Domu Kultury dotarła zaledwie do Pianówki, a już nastąpił pierwszy postój. Teren posesji Luizy i Roberta Klimko to prawdziwe mini zoo. Gospodarz w towarzystwie idącego za nim krok w krok indyka ciekawie opowiadał o kolejnych gatunkach na zwierzęcej ścieżce. Rowerzyści poznali wiele szczegółów dotyczących życia kawii domowej (świnki morskiej), wiewiórki Hudsona, sowy śnieżnej, jeżozwierza, świni wietnamskiej, gęsi kubańskiej, nandu, strusia oraz walabia, czyli mniejszego kuzyna kangura. Nie zabrakło też rodzimych ptaków w postaci wspomnianego wcześniej indyka, ale również płomykówki zwyczajnej i bociana, który zaatakowany przez drapieżnika już nigdy nie poderwie się do lotu. Plenerową lekcję zoologii zakończyła konsumpcja placka drożdżowego. Gospodyni tak długo krążyła wśród cyklistów, aż ostatni kawałek zniknął z wielkiej blachy. Następnie peleton ruszył w dalszą drogę, by przez Goraj, Ciszkowo, Krucz i Hamrzysko dojechać do Roska, gdzie zaplanowano dwa postoje. Do pierwszego doszło na olbrzymiej łące, gdzie pasły się lamy i wielbłąd. O zwierzętach krótko opowiedział sołtys wsi Henryk Helak, a później cierpliwie odpowiadał nie wiele pytań. Cierpliwości nie można było odmówić też wielbłądowi, który karmiony kukurydzą i marchwią niewzruszenie pozował do zdjęć i filmów. Indywidualne sesje zakończyła wspólna fotografia, po której rowerzyści udali się do baru EsteRRA na posiłek złożony z zupy gulaszowej i bułki, który wraz z nagrodami do "worka szczęścia" w postaci sprzętu rowerowo-turystycznego ufundowała firma Adeon Wydawnictwo Tebra. Po uzupełnieniu kalorii nastąpił podział peletonu. Grupa trzcianecka postanowiła dotrzeć do swojego miasta przez Wieleń, natomiast pozostali uczestnicy wrócili do Czarnkowa przez Gulcz, Mikołajewo, Ciszkowo, Górę i Pianówkę pokonując 45 kilometrów.
Marcin Małecki

- to dla Ciebie staramy się być najlepsi, a Twoje zdanie bardzo nam w tym pomoże!