Miejskie Centrum Kultury w Czarnkowie

Przeszłość z teraźniejszością 2026

Ocena 0/5

Srebrny mikrofon retro

W niedzielę, 6 września 2026 roku, na małej scenie czarnkowskiego amfiteatru wystąpił Duet Adagio. Katarzyna Dunajska (sopran) i Tomasz Czarnecki (tenor) koncertem zakończyli cykl imprez plenerowych organizowanych w Parku Miejskim im. Stanisława Staszica przez Miejskie Centrum Kultury. Po prawdziwej uczcie dla melomanów artyści zgodzili się na rozmowę z Marcinem Małeckim.

Za nami niezwykły wieczór. Duet Adagio zabrał publiczność w muzyczną podróż, w której znalazło się miejsce zarówno na piosenkę rozrywkową, jak i muzykę klasyczną. Jakie są Wasze wrażenia po występie?

K.D. - Przede wszystkim ogromna radość i wdzięczność. To był dla nas bardzo szczególny wieczór, również ze względu na miejsce. Amfiteatr nosi imię naszego nauczyciela i mentora - Michała Górznego. To człowiek, który odegrał bardzo ważną rolę na naszej muzycznej drodze.

T.C. - A dodatkowo mogliśmy spotkać się z publicznością w wyjątkowej atmosferze. Było dużo wzruszeń, uśmiechów, wspólnego śpiewania, a nawet tańca. Kiedy widzi się, że ludzie naprawdę przeżywają muzykę razem z nami, to trudno nie czuć ogromnej satysfakcji.

Koncert rozpoczęła piosenka "Radości najpiękniejszych lat". Ten wybór nie był przypadkowy?

K.D. - Tak, i dla nas był to bardzo ważny moment. "Radość najpiękniejszych lat" był pierwszym utworem, który Michał Górzny opracował z nami kilkanaście lat temu. Dlatego rozpoczęcie tym utworem koncertu właśnie w amfiteatrze jego imienia było bardzo symboliczne. Można powiedzieć, że wróciliśmy do początku naszej wspólnej muzycznej drogi. Wspomnienia wróciły ze zdwojoną siłą. Było w tym dużo emocji, ale też ogromnej wdzięczności dla nauczyciela.

T.C. - Dla mnie to był również swoisty muzyczny ukłon w jego stronę. Pierwszy utwór, który kiedyś z nami opracował, po latach ponownie zabrzmiał - tym razem w miejscu, które nosi jego imię. Trudno wymyślić bardziej wymowny początek tego koncertu.

Program został podzielony na dwie części. Najpierw była muzyka rozrywkowa.

T.C. - Zależało nam na tym, żeby pierwsza część była bliska publiczności i pozwoliła od początku stworzyć swobodną, radosną atmosferę. Pojawiły się utwory, które wiele osób zna i z którymi wiążą się różne wspomnienia. Zadbaliśmy również o to, by podkłady, do których śpiewaliśmy były opracowaniami na orkiestrę symfoniczną, co dodatkowo wzbogaca odbiór przez słuchaczy.

K.D. - Były piosenki o miłości, tęsknocie, radości, ale również takie, przy których trudno usiedzieć spokojnie. Chcieliśmy, żeby publiczność nie tylko słuchała, ale również poczuła, że jest częścią tego koncertu. I chyba rzeczywiście udało nam się stworzyć taką atmosferę.

W niektórych utworach Tomaszowi przypadła jeszcze jedna rola - nie tylko wokalisty.

T.C. - W kilku momentach akompaniowałem Katarzynie na fortepianie. To zupełnie inny rodzaj współpracy. Kiedy akompaniuje się na fortepianie, trzeba cały czas słuchać drugiej osoby i reagować na to, co dzieje się muzycznie. Bardzo lubię takie momenty, bo pozwalają stworzyć bardziej kameralny klimat.

Pomiędzy obiema częściami koncertu na scenie pojawiła się również Julia Gmyrek.

K.D. - Julia wystąpiła pomiędzy częścią rozrywkową a klasyczną, dając publiczności piękny, osobny moment muzycznego spotkania. Bardzo cieszyliśmy się, że mogła tego wieczoru pojawić się na naszej scenie.

T.C. - Jej występ bardzo dobrze wpisał się w charakter całego wydarzenia. Była to również okazja, żeby pokazać, że muzyka może łączyć różne pokolenia i wykonawców, a Julia jest moją uczennicą ponieważ uczęszcza na zajęcia Studia Piosenki MCK w Czarnkowie.

Po występie Julii rozpoczęła się druga część - klasyczna. To zupełnie inny rodzaj emocji.

K.D. - Zdecydowanie. W tej części mogliśmy sięgnąć po repertuar operowy, operetkowy i muzykę filmową. Pojawiły się utwory wymagające zarówno technicznie, jak i emocjonalnie. Dla mnie szczególnym wyzwaniem były partie solowe. W takich momentach nie ma już możliwości schowania się za duetem - trzeba samemu opowiedzieć muzyką pewną historię. To zawsze jest bardzo osobiste przeżycie.

T.C. Podobnie odbieram swoje partie solowe. Każdy z nas ma wtedy możliwość pokazania trochę innego oblicza. Ale najważniejsze jest to, żeby nawet przy utworach wymagających dużych umiejętności wokalnych nie zgubić emocji. Technika jest środkiem, a nie celem samym w sobie.

Publiczność mogła zauważyć, że wraz z zapadającym zmrokiem zmieniał się również charakter całego wydarzenia. Ogromną rolę odegrało oświetlenie.

K.D. - To prawda. Oświetlenie było pięknym dopełnieniem muzyki. Wraz z zapadaniem zmroku scena zaczęła wyglądać zupełnie inaczej. Światła podkreślały nastrój poszczególnych utworów - przy jednych budowały energię, przy innych tworzyły bardziej nastrojową i niemal magiczną atmosferę.

T.C. - Dla wykonawcy również jest to niezwykłe doświadczenie. Kiedy wokół zaczyna robić się ciemno, a scena pozostaje pięknie oświetlona, pojawia się poczucie pewnej wyjątkowości chwili. Amfiteatr, park, wieczorne niebo, światła i muzyka - wszystko zaczyna ze sobą współgrać, dlatego tak pieczołowicie programowałem oświetlenie osobno dla każdego utworu tak, by wzajemnie się uzupełniały.

K.D. - Myślę, że właśnie ta całość - muzyka, światło, miejsce i publiczność - stworzyła atmosferę, którą trudno będzie zapomnieć.

I kiedy wydawało się, że koncert dobiega końca, publiczność otrzymała jeszcze dwa utwory.

T.C. - "Kolorowe jarmarki" i "Daj mi tę noc" były naszymi bisami.

K.D. - I chyba reakcja publiczności najlepiej pokazała, że bisy były potrzebne! (śmiech) Po całym koncercie chcieliśmy jeszcze raz spotkać się z widzami w bardziej swobodnej, radosnej atmosferze.

T.C. - Szczególnie "Daj mi tę noc" pozwoliło zakończyć koncert z ogromną energią. Było dużo radości, śpiewania i spontanicznych reakcji. To był naprawdę piękny finał.

W relacji Miejskiego Centrum Kultury na portalu społecznościowym pojawiły się słowa: "To był wieczór, którego naprawdę nie chciało się kończyć". Tak było?

K.D. - Zdecydowanie. I myślę, że dotyczyło to zarówno nas, jak i publiczności.

T.C. - Kiedy po ostatnim utworze widzi się ludzi, którzy nadal chcą być razem, biją brawo, uśmiechają się i reagują tak spontanicznie, to człowiek sam nie chce schodzić ze sceny.

K.D. - Dla mnie szczególnie piękne było to, że ten wieczór połączył przeszłość z teraźniejszością. Rozpoczęliśmy utworem, który kilkanaście lat temu opracował z nami Michał Górzny, a zakończyliśmy koncert razem z publicznością, która stworzyła z nami zupełnie nową historię.

Zatem jednym zdaniem, czym był dla Was ten koncert?

T.C. Dla mnie był to wieczór spotkania z muzyką, publicznością i własnymi wspomnieniami.

K.D. A dla mnie powrót do korzeni i jednocześnie piękny krok w przyszłość.

T.C. - I mamy ogromną nadzieję, że to nie było nasze ostatnie spotkanie w tym miejscu.

K.D. - Bo jeśli publiczność chce z nami śpiewać, wzruszać się i tańczyć, to naprawdę warto wracać.

To były dwa zdania, ale tego właśnie Wam życzę. Kolejnych koncertów, kolejnych spotkań i kolejnych wieczorów, których, tak jak tego, nie będzie chciało się kończyć.

Duet Adagio - Dziękujemy i do zobaczenia!

Galeria zdjęć

da0609202601 da0609202602 da0609202603 da0609202604 da0609202605 da0609202606 da0609202607 da0609202608 da0609202609 da0609202610 da0609202611 da0609202612 da0609202613 da0609202614
powrót do kategorii
Następny
Spodobała Ci się informacja? Zostaw nam swoją opinię
- to dla Ciebie staramy się być najlepsi, a Twoje zdanie bardzo nam w tym pomoże!
Twoja ocena
Ocena (0/5)

Pozostałe
aktualności