Piotr Szlanga doceniony 2026

9 czerwca 2026 roku w Muzeum Ziemi Czarnkowskiej odbyła się uroczystość wręczenia odznaki honorowej "Za Zasługi dla województwa wielkopolskiego" prezesowi Towarzystwa Miłośników Historii Czarnkowa Piotrowi Szlandze. Wyróżnienie jest dowodem uznania za wieloletnią pracę na rzecz kultury, historii oraz społeczności Ziemi Nadnoteckiej.
Odznakę, przyznaną z inicjatywy posłanki na Sejm RP Marii Małgorzaty Janyski, burmistrza Czarnkowa Jacka Klimaszewskiego i prezesa Towarzystwa Pamięci Powstania Wielkopolskiego 1918/1919 Koła w Czarnkowie Jacka Kłosa, w obecności przedstawicieli lokalnych samorządów oraz licznie przybyłych gości wręczył członek Zarządu Województwa Wielkopolskiego w Poznaniu Jacek Bogusławski.
Laureat nagrody to Czarnkowianin z krwi i kości. Jako chłopiec poznawał miejscowe podwórka, place zbaw, zawierał szkolne przyjaźnie. Zawsze był aktywny. Harcerstwo, modelarstwo, nauka wyznaczały jego późniejsze zainteresowania. Po ukończenie Szkoły Łączności w Poznaniu został serwisantem sprzętu RTV w rodzinnym mieście i nie opuszczał go dłużej niż na urlop. Z czasem poznał ludzi, którzy zarazili go pasją do historii, zbierania pamiątek, gromadzenia informacji oraz dokumentowania przeszłości. Stał się jednym z założycieli, a także prezesem utworzonego w 2006 roku TMHCz. Przez dwadzieścia lat tworzył znaną nie tylko mieście instytucję. Organizował spotkania, wystawy, wycieczki. Redagował książki, artykuły, broszury. Odwiedzał szkoły i przedszkola, współpracował z muzealnikami i historykami. Wielokrotnie był inicjatorem pożytecznych przedsięwzięć, z których najlepiej zapamiętana została budowa pomnika Powstania Wielkopolskiego. Swoją miłość do rodzinnego miasta wyrażał także w sztuce. Namalował kilkadziesiąt obrazów, których inspiracją była miejscowa przyroda, architektura i historia. Po wzruszającej uroczystości pan Piotr znalazł chwilę, by porozmawiać o swoim życiu, pasji i ukochanym mieście.
Jak doszło do powstania Towarzystwa Miłośników Historii Czarnkowa?
- Towarzystwo powstało w 2006 roku, jednak warto przypomnieć, że dużo wcześniej w mieście działała grupa pasjonatów historii miasta. Wśród nich był zasłużony obywatel, pułkownik pożarnictwa Władysław Pilawski, a także Zbigniew Dudek. Przy tej postaci warto się zatrzymać dłużej. Był to dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej. Funkcję tę pełnił od 1947 roku przez pięćdziesiąt lat i przez cały ten czas rejestrował życie Czarnkowa. Był nieocenionym dokumentalistą, fotografem i kamerzystą. Miał bogatą wiedzę o Czarnkowie i jego mieszkańcach. Prowadził spotkania z ciekawymi osobami i przeprowadzał z nimi wywiady. Kolejną osobą był znany lekarz Przemysław Ożegowski, który fotografował czarnkowską architekturę. Szczególną uwagę zwracał na detale, rzeczy, które często umykają przechodniom i zwiedzającym. Muszę wspomnieć też zaangażowane panie, takie jak Helena Pilawska, szwagierka Władysława, czy Felicja Skowrońska, która dożyła 103 lat. Cieszyła się nie tylko dobrym zdrowiem, ale też doskonałą pamięcią. Była kopalnią wiedzy, którą chętnie i w ciekawy sposób się dzieliła. Była też Barbara Gurynowicz, która już w latach siedemdziesiątych prowadziła podobne do naszego stowarzyszenie. Dlaczego upadło, nie wiem. Obecne Towarzystwo nie jest więc pionierem takiej działalności. Należy o tym mówić, bo zapewne bez działalności wyżej wymienionych ludzi nie doszłoby do obecnej formy. Ta, z którą mamy dziś do czynienia, została zainicjowana podczas spotkania z ówczesnym dyrektorem Miejskiego Centrum Kultury Janem Pertkiem, który przygarnął naszą nazwijmy to nieformalną "paczkę" znajomych ze Stanisławem Czarneckim i Zbigniewem Dudkiem na czele. Od tego czasu spotykaliśmy się w Muzeum Ziemi Czarnkowskie raz w miesiącu. Zapraszaliśmy ciekawych ludzi, dyskutowaliśmy, wymienialiśmy informacje. Ponieważ poważne stowarzyszenie musiało mieć prezesa, to padło na mnie. Żadne więc moje zasługi. Wskazano mnie i skazano na tę funkcję. Minęło właśnie 20 lat, nie żałuję, nie narzekam. Z przyjemnością i wdzięcznością odebrałem dzisiejsze wyróżnienie.
Skąd wzięło się u Ciebie zainteresowanie historią?
- Szczerze mówiąc w czasach szkolnych nie interesowałem się historią, no może poza rodzinną. W dzieje Czarnkowa wciągnęli mnie znajomi. W pierwszej kolejności Staszek i Sławek Czarneccy. Myślę, że mieli w tym ukryty interes. Byłem wtedy serwisantem sprzętu RTV, naprawy przeprowadzałem w setkach, a może nawet tysiącach domów i mieszkań. To "łazikowanie" było kontaktem z ludźmi, którzy często opowiadali o swoich historiach. Na ścianach wisiały zdjęcia, wokół domowych sprzętów stały pamiątki. Ludzie gadali, ja słuchałem. I to stało się kopalnią wiedzy, którą przynosiłem na zebrania. To była cenna wiedza, bo pozyskana bezpośrednio od ludzi, świadków wydarzeń i historii. Z czasem praca dla naszego Towarzystwa stała się moją pasją i chlebem powszednim.
Wiedzę jak wiemy czerpałeś też z książek i publikacji. W pewnym momencie zacząłeś też sam pisać...
- Rzeczywiście tak było i jest do tej pory. Czytam wiele opracowań historycznych. Sam też publikuję. Pamięć bywa zawodna. To co zostaje zapisane, zostaje na długo i jest cennym dokumentem. Do pisania skłonił mnie wspomniany Zbigniew Dudek. Miał z wiekiem kłopoty ze wzrokiem i być może szukał następcy. Najpierw prosił o opisy różnych zdjęć i moich rysunków dotyczących Czarnkowa. Ponieważ szło mi coraz lepiej, zacząłem pisać artykuły do Nadnoteckich Ech, a także Tygodnika Pilskiego. W pewnym momencie postanowiono zebrać moje artykuły i wydać jako odrębną całość. W ten sposób powstawały nasze książeczki wydawane pod szyldem Towarzystwa. Przykładem jest "Z historii Czarnkowa" i "Czarnkowskie Harcerstwo", które ukazały się w kilku częściach. Kopalnią wiedzy do tych publikacji były rozmowy z ludźmi. Rozmowy ważne, ciekawe i skrzętnie spisane. Przeglądając je dziś, zdaję sobie sprawę, że większość z tych osób nie żyje. Zostały jednak ich wspomnienia, być może na zawsze. Muszę też dodać, że nie jestem jedynym autorem tych publikacji. Duży wkład w ich powstanie włożyli pracownicy Muzeum Ziemi Czarnkowskiej. Inną działalnością popularyzacji historii były wycieczki tematyczne, zarówno po Czarnkowie i jego okolicach, jak i zagranicą. Odwiedziliśmy wiele miejsc w Polsce. Byliśmy też w Pradze i Berlinie.
Kolejną dziedziną Twojej twórczości jest modelarstwo…
- W tę stronę działalności popchnął mnie nauczyciel, nomen omen śpiewu, Walerian Kurzawa. Był nie tylko pasjonatem muzyki, ale też techniki. Dodam, także inicjatorem budowy naszej skoczni narciarskiej i Domu Harcerza. W tym ostatnim przybytku powstała modelarnia, do której zaprosił nas jej organizator. Poszliśmy z kolegami i wsiąknęliśmy w budowę modelarstwa marynistycznego. Zaczęliśmy od najprostszych rzeczy, samolocików, łódeczek, itp. Z czasem pojawiły się modele szkutnicze. W tym czasie interesowałem się historią II wojny światowej na morzu. I to przełożyło się na budowę poważnych modeli okrętów. Zrealizowałem trzy takie konstrukcje. Ktoś pomyśli, tylko trzy, ale jedna zabiera nawet dwa lata. Były to modele redukcyjne, pływające. Jeździłem z nimi na Mistrzostwa Polski, a także zagranicę do byłej Czechosłowacji i NRD. Zdobywałem nagrody, ale nigdy nie przebiłem kolegi, modelarza z Lubasza, który zdobył tytuł Mistrza Polski. Tutejsze modelarstwo ma swoją historię. Wystarczy dodać, że parę lat temu na Mistrzostwach Świata w Niemczech tytuł wicemistrzowski zdobył nasz krajan Ryszard Górski. Modelarstwem zajmowałem się do końca liceum. Później wyjechałem uczyć się zawodu do Zespołu Szkół Łączności na Wilczaku w Poznaniu. Jako ciekawostkę dodam, że w 1975 roku odwiedził ją światowej sławy tenisista Wojciech Fibak. Wydarzenie to stało się impulsem do budowy pierwszego w Poznaniu kortu ze sztuczną nawierzchnią. W dwa lata później Fibak ufundował nagrodę w rozgrywanym w naszej szkole turnieju.
Tenisistą jednak nie zostałeś…
- Nie, wróciłem do Czarnkowa i pracowałem w swoim zawodzie. Próbowałem jednak robić coś poza naprawami RTV. Zacząłem malować. Pierwszy obraz namalowałem na początku lat osiemdziesiątych. Był to górski potok, namalowany z pamięci, a może z widokówki, nie pamiętam. Sztuki tej uczyłem się sam. Wiedzę czerpałem z podręczników. Jak pamiętam pierwszy własnoręcznie zrobiony blejtram zagruntowałem farbą olejną. Efekt był porażający. Uczyły mnie głównie, lepsze lub gorsze, doświadczenia własne. Maluję w zaciszu domowym. Tematami są przyroda, czarnkowska architektura, czasem historia. Nie mam aspiracji bycia zawodowcem. Ta praca przynosi mnie w inny świat, uspakaja, pozwala poskładać myśli i doświadczyć czegoś nowego, pozamaterialnego.
Wróćmy zatem do świata materialnego i zapytam Cię o Twój wkład w budowę Pomnika Powstania Wielkopolskiego.
- Inicjatywa budowy takiego pomnika pojawiła się już w 1938 roku. Wieści głoszą, że przy murze kościelnym zginął pierwszy powstaniec, stąd lokalizacja w tym miejscu. Pomnik powstał, ale rozebrali go Niemcy. W 2018 roku nasze Towarzystwo podjęło działania, by przywrócić jego istnienie. W grę wchodziło odtworzenie pomnika sprzed II wojny światowej lub nowy projekt. Wygrała druga opcja. W ten sposób mamy na rynku powstańca wykonany według projektu poznańskiego rzeźbiarza Jarosława Boguckiego. Obok jest tablica z przedwojennym tekstem. Trudno mówić o jakimś szczególnym moim wkładzie w jego powstanie. Pomysł wskrzesiło Towarzystwo Miłośników Historii Czarnkowa i było przez parę lat głównym inspiratorem działań w tym kierunku.
Jakie są Twoje ulubione miejsca w Czarnkowie?
- Kocham cały Czarnków, nawet jego ciemne zakątki. Kiedy jednak wychodzę z rodzinnego domu lubię przystanąć na Krzyżowej Górze i popatrzeć na Dolinę Noteci.
Piotr Keil


- to dla Ciebie staramy się być najlepsi, a Twoje zdanie bardzo nam w tym pomoże!