Zabawne to to było 2025

W sobotę, 7 czerwca 2025 roku, na scenie czarnkowskiego amfiteatru z programem "Normalne to to nie jest" wystąpił Kabaret Moralnego Niepokoju. Aktorzy pamiętający swój występ na deskach Czarnkowskiego Domu Kultury sprzed trzydziestu lat, bawili publiczność skeczami z najnowszego programu parodiującego współczesność. Udało się porozmawiać z Robertem Górskim.
Kabaret Moralnego Niepokoju powstał w połowie lat dziewięćdziesiątych na wydziale polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Stworzyli go studenci żywo reagujący na wydarzenia tamtych czasów. Pierwotnie nazywali się Kabaretem Przełomu Wieków, niebawem górę wziął jednak moralny niepokój. Z nazwą Kabaret Moralnego Niepokoju szybko zdobyli uznanie. Po premierze pierwszego spektaklu zdobyli Grand Prix na Pace w Krakowie. Był rok 1996. Kariera nabrała nieoczekiwanego tempa. Zaczęli pojawiać się na scenach w całym kraju, a także w telewizji. Miniserialem "Ucho prezesa" zdobyli Internet. Trzon zespołu tworzą: Robert Górski, Mikołaj Cieślak, Przemysław Borkowski, Rafał Zbieć oraz akordeonista Bartłomiej Krauz. Z zespołem występowało wielu artystów, w tym Katarzyna Pakosińska, która w 2011 roku zdecydowała się na własną karierę.
Na scenie czarnkowskiego amfiteatru przedstawili swój najnowszy program "Normalne to to nie jest". Spektakl jest parodią współczesnych czasów. Dlaczego chodzimy bez skarpetek i w dziurawych spodniach kiedy zimno? Po co nam tatuaże subkultury więziennej? Dlaczego kupujemy rzeczy, które są nam niepotrzebne i skąd się bierze powódź w Dubaju? Niepokój twórców kabaretu z humorem dotyka wielu dziedzin współczesnego życia. Kpi z niego i pyta, czy aby na pewno jest moralne. Pomimo deszczowej pogody widownia gorąco przyjęła aktorów oraz ich niepowtarzalne skecze, wychodząc ze spektaklu rozbawiona, z refleksją i dystansem do spraw, których często nie zauważa. Może czas dostrzec, jak szybko nienormalne staje się normalne?
Rozmowa z Robertem Górskim
Początkowo nazywaliście się Kabaretem Przełomu. Skąd taka nazwa?
- Przeżyliśmy kilka przełomów w działalności kabaretowej. Ja w swoim życiu także. W roku 1989 na przykład skończyłem 18 lat i mogłem sobie kupić w sklepie różne rzeczy, wcześniej uważane za niedozwolone. Kolejny przełom, tym razem cywilizacyjny, to przejście od tradycyjnej kultury papieru do kultury cyfrowej. Na naszych oczach Internet zdominował świat i nasze jego postrzeganie. Jesteśmy więc jako kabaret nieco z tamtych i obecnych czasów. Ja sam stoję w rozkroku. Dzieciństwo spędziłem na wsi, potem w mieście. Moi rodzice to środowisko robotnicze, a my z kolegami pokończyliśmy jakieś studia. Polska diametralnie zmieniała się na naszych oczach. Przyglądaliśmy się temu i reagowaliśmy. I tak jest do dziś. Tyle, że w aurze moralnego niepokoju.
Czarnków nie jest panu obcy, prawda?
- Na początku naszej drogi trafiliśmy do Czarnkowa. Graliśmy tu w Domu Kultury. Dziś jesteśmy w amfiteatrze, który wydaje się być nowy. Cieszy mnie, że historia zatoczyła takie koło, od czasów PRL do dziś. Minęło niedawno 30 lat odkąd funkcjonuje nasz kabaret. Co najdziwniejsze nigdy nie pokłóciliśmy się o pieniądze. Może dlatego, że nie one były motywem naszej działalności. W życiu zresztą jest tak, że jak się o coś nie dba, to tego nie ma. Trudno. Po drugie w życiu tak jest, że jeśli na jakieś rzeczy się bardzo liczy, to one wtedy zawodzą. Ponieważ kasy nie ma, to nie ma się o co spierać. Miło, że jesteśmy w tym samym składzie i miejscu po tylu latach.
Przeczytałem, że w kręgu pana zainteresowań jest nurkowanie, himalaizm, surfing i motocykle. Nie wystarcza panu scena?
- Gdzie Pan to wyczytał? Na naszej stronie internetowej? No możliwe, ale tam jest spisane wszystko to, czego nie uprawiam. Nigdy nie byłem w Himalajach, nie jeżdżę na motocyklu, nie serfuję i nie nurkuję. Poza tymi dyscyplinami mogę się zająć wszystkim innym. Najważniejsze jest dla mnie życie rodzinne. Mamy dwójkę dzieci. Malina ma 6 lat i brakuje jej dwóch zębów z przodu. Jest więc takim rasowym dzieckiem przedszkolnym. Antoni jest już dorosły. Dzieci wychowujemy, o ile się da, na wesoło. Dobry humor w życiu jest niezwykle przydatny. Dla mnie nie ma większej nagrody niż uśmiech dziecka albo widowni. Nie jestem zawodowym aktorem. Jestem po technikum mechanicznym. Takie tam tokarka, frezarka, itp. Wiem na czym to wszystko polega. Ale nie korzystam. Skończyłem podobnie jak moi koledzy filologię polską. Niedawno odkryłem w sobie miłość do grzebania w ziemi. Mamy kawałek ziemi. Jak chwasty przysłaniają nam widok, to zaczynam je wyrywać. Żona się dziwi, ale jakoś znosi to zamiłowanie. Ekstremalnych sportów nie uprawiam.
O czym opowiadacie w dzisiejszym spektaklu?
- "Normalne to to nie jest", to nowy spektakl, który gramy od paru miesięcy. W telewizji jeszcze nie był prezentowany. Nie wpadliśmy w nim jeszcze w rutynę, więc cieszy i bawi także nas samych. Wydaje nam się jeszcze, że jest lepszy niż poprzedni, więc mamy sporo uciechy. Pozostaje tylko strach, czy kolejny nie okaże się gorszy niż obecny. Składa się on z kilkunastu skeczy lub skeczów - obie formy są poprawne, co stwierdzam jako dyplomowany polonista - dotyczących obserwacji współczesności. Wiele z tego co widzimy wydaje nam się nienormalne. Przyglądamy się temu i czekamy, kiedy będzie ich tak dużo, że staną się normalnością. Polityki w to nie włączamy, to znaczy nie za wiele. Zostawiamy to telewizji. Cieszy nas, że zespół kabaretowy staje się coraz bardziej liczny. Co jest kolejnym dowodem na to, że pieniądze nie są dla nas najważniejsze. Wiadomo, każdy chce z tej miski coś skubnąć. Jest obecnie sześć łyżek przy tej misce. Dwie dziewczyny trzymają dwie, a reszta resztę.
W czasie spektaklu trzymacie się ściśle scenariusza, czy jest też miejsce na improwizację?
- Improwizacje zdarzają się w dwóch przypadkach. Pierwszy to ten, kiedy aktor nie zna za dobrze tekstu. A drugi, kiedy zna go za dobrze. W drugim przypadku następuje nuda i aktor próbuje obudzić siebie i partnerów. Nudę trzeba kontrolować, aby nie przedostała się na widownię. No i wtedy się coś kombinuje lub korzysta z sytuacji, które nierzadko pojawiają się same. W plenerze dzieje się to częściej. Czasem, jak dziś, zaczyna padać deszcz i widownia zaczyna zajmować się bardziej rozkładaniem parasoli niż nami. Wtedy trzeba reagować.
Dziękuję za rozmowę. I na koniec może parę słów, jakiś znak pokoju do mieszkańców naszego miasta?
- Oczywiście. Tym bardziej, że mam same ciepłe uczucia związane z Czarnkowem. Tutaj jako kabaret zaczynaliśmy. Tutaj był jeden z naszych pierwszych występów. Byliśmy tak mało znani, że obawialiśmy się czy ktoś przyjdzie. Baliśmy się wtedy, że osób na scenie może być więcej niż na widowni. Dziś nie ma tego problemu. Jesteśmy optymistami. Na scenie będzie nas siedem osób i zakładamy, że na widowni będzie co najmniej osiem. A wracając do tego pierwszego występu. Początki są zawsze mityczne i romantyczne. Wracam do nich z przyjemnością. Byliśmy młodzi, piękni i o coś nam chodziło. Nie znaczy to, że dziś o nic nie chodzi. Tylko ta młodość i uroda jakoś mocno nadszarpnięte. Nocowaliśmy wtedy po występie u znajomych w pobliskim Połajewie. Pozdrawiam ich przy okazji. Pozdrawiam też wszystkich mieszkańców Czarnkowa. Wybory już za nami, ale pamiętajmy, że Polska jest jedna. I jeśli będziemy o tym pamiętać, to wszystko będzie dobrze.
Piotr Keil


- to dla Ciebie staramy się być najlepsi, a Twoje zdanie bardzo nam w tym pomoże!