Kameralnie w Światowidzie 2024

Przed czarnkowską publicznością po raz kolejny wystąpiła Orkiestra Kameralna Polskiego Radia "Amadeus". Koncert zgromadził spragnioną muzyki poważnej widownię. Zawiedzionych nie było. Muzycy pod dyrekcją Anny Duczmal - Mróz popisowo wykonali kilka najbardziej znanych dzieł Vivaldiego, Mendelssohna i Beethovena.
"Amadeus" w Czarnkowie nie jest zespołem nieznanym, przypomnijmy jednak. Orkiestra Kameralna Polskiego Radia Amadeus powstała w 1968 roku w Poznaniu. Założycielką była Agnieszka Duczmal. Po zdobyciu w 1976 roku Srebrnego Medalu Herberta von Karajana w Berlinie Zachodnim stała się etatowym zespołem Polskiego Radia i Telewizji. W 2009 roku drugim dyrygentem została córka Agnieszki Duczmal - Anna. Orkiestra zjechała świat. Jak usłyszeliśmy podczas koncertu, do zdobycia pozostały już tylko dwa bieguny i Australia. Panie współpracowały z najwybitniejszymi solistami jak: Maurice André, Martha Argerich, Avi Avital, Patric Gallois, Charles Richard-Hamelin, Steven Isserlis, Gary Karr, Kevin Kenner, Konstanty Andrzej Kulka, Mischa Maisky, Wynton Marsalis, Jeremy Menuhin, Igor Oistrakh, Piotr Paleczny, Michala Petri, Ivo Pogorelić, Alexandre Rabinovitch, Vadim Repin, Grigory Sokolov, Guy Touvron, Henryk Szeryng, Maxim Vengerov, Ingolf Wunder, Gheorghe Zamfir. Z tak znanymi gwiazdami orkiestra tworzyła nagrania dla BBC w Londynie, czy CBC w Montrealu. Agnieszka Duczmal była pierwszą kobietą, która dyrygowała w mediolańskim Teatro alla Scala oraz Tokyo Opera City Concert Hall. Jej córka, Anna Duczmal - Mróz edukację muzyczną rozpoczęła jako skrzypaczka. Podczas studiów przekonano ją jednak do dyrygentury. W 2000 roku założyła studencką orkiestrę Benjamin Britten Kammerorchester w Hanowerze, z którą koncertowała w Niemczech. Studia ukończyła z wyróżnieniem. Była też wielokrotną stypendystką Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Warto wiedzieć, że dyrygentka jest niestrudzoną propagatorką muzyki polskiej. Promuje ją podczas licznych koncertów w Polsce i za granicą, na wydawnictwach płytowych oraz w wielu stacjach radiowych na świecie. W 2014 roku prowadziła kursy dyrygenckie i koncerty w Ameryce Południowej. Podczas koncertu w Czarnkowie orkiestra Amadeus pod dyrekcją pani Anny zaprezentowała przyjazny słuchaczom komplet utworów. Usłyszeliśmy Cztery Pory Roku - Antonia Vivaldiego, słynny oktet es-dur Felixa Mendelssohna oraz nie mniej znaną sonatę "Księżycową" Ludwiga van Beethovena. Muzyce towarzyszyły interesujące zapowiedzi prelegentki - Gabrieli Ułanowskiej. Na zakończenie widownia nagrodziła muzyków owacją na stojąco. To znak, jak bardzo koncerty muzyki poważnej potrzebne są w naszym mieście. Podczas gdy orkiestra pakowała instrumenty - słynna, ale jakże miła i skromna dyrygentka odpowiadała na zadane pytania.
Nie żal pani czasu na koncerty w małych miasteczkach? Przecież wieki świat na panią czeka.
- Dla nas, muzyków, kontakt z publicznością jest zawsze wielkim przeżyciem. Czujemy dużą sympatię płynącą z widowni niezależnie od miejsca. Wiemy też, że to co robimy na tego rodzaju koncertach jest bardzo potrzebne. Czujemy się doceniani i podziwiani. Wdzięczność, aprobata i zrozumienie są obustronne. Gramy po to, aby wzbudzić emocje. Właśnie tutaj emocje są bardzo silne. Kameralne koncerty w małych miejscowościach to dla nas spotkanie szczególne, wartościowe i pożyteczne.
Od września tego roku jest pani główną szefową orkiestry. Mama pomaga czasem?
- Oczywiście. Mama ciągle dyryguje, pracujemy razem i nie chciałabym, aby to się zmieniło. Moja mama, Agnieszka Duczmal jest czynnym dyrygentem. Trudno wyobrazić sobie orkiestrę bez jej udziału. Przez długie lata ja byłam drugim dyrygentem. Teraz role się odwróciły. Nie oznacza to jednak jakichś zasadniczych zmian. Amadeusz pozostaje ciągle tą samą znakomitą orkiestrą.
"Amadeus" jest orkiestrą kameralną. Czy miewa pani też czas i ochotę na pracę z wielką orkiestrą symfoniczną?
- Regularnie pracuję z dużymi orkiestrami symfonicznymi. I to na całym świecie. Potrzebę wielkiego dźwięku zaspakajam przez cały czas. To są inne przeżycia i wyzwania. Nie rezygnuję z nich. Z orkiestrą kameralną czuję się bardzo związana. "Amadeus" jest mi wyjątkowo bliski. To bardzo detaliczna praca z dbałością o szczegóły. Kameralistyka to rozbieranie utworu dosłownie na czynniki pierwsze. Symfonika to inny wymiar. Tutaj bardziej liczy się całość, synteza. Często na drobiazgi nie ma czasu, bo kiedy jestem zaproszona do poprowadzenia wielkiej orkiestry, mam często tylko kilka dni na przygotowanie koncertu. Z orkiestrą "Amadeus" mamy czas, aby celebrować szczegóły. To jest bardzo ciekawe i twórcze, ale w inny sposób.
Jest koncert, który utkwił w pani pamięci wyjątkowo mocno?
- Jednym z największych moich muzycznych przeżyć było dyrygowanie Chicagowską Orkiestrą Symfoniczną. Potęga brzmienia, historia i tradycja tego zespołu pozostaną w mojej pamięci na zawsze. Praca i występ z tym wybitnym gronem muzyków był dla mnie niezapomnianym przeżyciem. To było cudowne.
Zagrała też pani unikalny koncert dla niesłyszących. Jak to możliwe?
- To był wyjątkowy projekt i wart realizacji. Osoby niesłyszące siedziały nie na widowni, tylko między muzykami. Dotykały ramion grających, przez co mogły poczuć wibracje instrumentów. Oni doświadczali muzyki w sposób fizyczny, dotykali dźwięków. Osoby, które nie widzą, mają bardzo wyczulone inne zmysły. Eksperyment się udał. Odbiorcy byli zachwyceni.
Pani muzycy już w autobusie, zatem ostatnie pytanie. Kogo z kompozytorów zabrała by pani na bezludną wyspę?
- Bacha. Zdecydowanie Jana Sebastiana Bacha. I wszystkie jego utwory. Byłabym z tą muzyką na pewno bardzo szczęśliwa.
Piotr Keil


- to dla Ciebie staramy się być najlepsi, a Twoje zdanie bardzo nam w tym pomoże!