XL Rajd Staszicowski 2010
Inauguracja rajdu zapowiadała raczej kłopoty niż radości. W drodze do Piły nastąpiła pierwsza awaria, z którą jeszcze udało się uporać. Niestety drugi defekt, tuż po oficjalnym starcie, wykluczył z dalszej jazdy naszego najmłodszego kolegę Sebastiana, który musiał wrócić do domu. Całość dopełnił padający deszcz, który nie ustąpił do końca tego dnia i towarzyszył nam dokładnie przez 40 kilometrów. Dlatego odpoczynek w miejscowości Tarnowo, gdzie można było zjeść ciepłego, smażonego pstrąga wszystkim uczestnikom dodał nowych sił, by późnym popołudniem dotrzeć do Szydłowa - miejsca noclegu. Jakież było nasze zdziwienie kiedy następnego dnia bardzo wczesnym rankiem wczorajszy pechowiec Sebastian dotarł do nas naprawionym rowerem. Poświęcił kilka godzin snu, poskładał rower, wstał wcześnie rano i sobotnią trasą pokonał wspólnie z pozostałymi uczestnikami rajdu. Organizatorzy tak zaplanowali przejazd, że również tego dnia mogliśmy skosztować pieczonego pstrąga. Tym razem w miejscowości Stobno, z której potem przez Kotuń dotarliśmy na metę rajdu nad jeziorem Piaszczystym w Pile.
Paweł Zajda


- to dla Ciebie staramy się być najlepsi, a Twoje zdanie bardzo nam w tym pomoże!